W oczekiwaniu na ....


Wiecie co? Długo zastanawiałam się o czym napisać do tego numeru Eudaimoniaka. Tak, żeby było trochę śmieszno i trochę straszno :) Tylko że obecnie, moja głowa pochłonięta jest przez jedną czynność – czekanie.
 
Lekarze to dość zabwne istoty. Patrząc na ciąg literek i cyferek zapisanych na kartce, usiłują wcisnąć swoją teorię na temat tego, co kiedy, gdzie i przez ile czasu pacjentowi zajmie. Mnie usilnie straszą, że pewnie zaraz wybuchnę mimo że zostało mi jeszcze trochę czasu. Ale może wolą uatrakcyjnić mi to moje czekanie, sama nie wiem.
 
Ale do rzeczy. Kiedy ostatnio zdarzyło się Wam czkeać na coś tak bardzo, że nie mogliście już wytrzymać? Choć jednocześnie baliście się tego, co ma nastąpić?? Zaraz zaraz, przecież to bezsens! Czekam, a właściwie nie mogę się doczekać, a jednocześnie przyprawiam się o dreszcze myśląc na temat tego co ma nastąpić. A jednak. To taki rodzaj euforii połączony z dreszczykiem, niemal jak na dobrym horrorze, czy thrillerze.
 
Czy zwróciliście uwagę jak dziwnie pracuje zegarek, gdy czekacie? W zależności od tego, czym czekanie jest spowodowane, zegarek albo biegnie niczym struś pędziwiatr, albo niespiesznie powłóczy nogami jak żółw stepowy. Tylko że sam czas nie ma tu nic do rzeczy. Nasza głowa i wyobrażenie – już tak.
 
Pamiętam taką historię, kiedy to Richard Bandler i John Grinder próbowali po raz pierwszy spotkać się z dr Miltonem Ericksonem. Erickson miał wówczas wielu słuchaczy czy poniekąd wielbicieli i po prostu brakowało mu czasu, by spotykać się ze wszystkimi studentami, którzy zgłaszali taką chęć. Dlatego też Bandler i Grinder początkowo zostali odesłani z kwitkiem. Jednak nie poprzestali w swych staraniach. Gdy w końcu udało im się porozmawiać bezpośrednio z samym Ericksonem, argument braku czasu odparli pewnym sławnym stwierdzeniem:
 
-        Mr Erickson, you know how to make time.
 
 
Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt intonacji, jakiej użyli by przekonać doktora.
 
-        Mr Erickson, you know how to make time.
 
Słysząc te słowa Milton Erickson, wiedział już, że to spotkanie będzie inne niż reszta spotkań ze studentami.
 
Dlaczego przytaczam Wam tą opowieść? Ponieważ wyraźnie pokazuje, że to MY tworzymy czas. Jesteśmy jedynymi obserwatorami i stwórcami czegoś, co nazywa się naszym czasem. Naszego czekania także.
 
A no właśnie. Moje czekanie na synka. Czas bardzo magiczny. Bo zmienia się każdego dnia, zależnie od mojego humoru. Kiedy doskwiera mi ból pleców, nóg albo jakiś innych istotnym elementów mojego ciała, dogaduję się z czasem, by odrobinę się skurczył i mógł biec trochę szybciej niż zazwyczaj. Wtedy dzień szybciej mija i mogę „wcześniej“ położyć się spać mimo że zazwyczaj kładę się o tej samej porze. Gdy jest przyjemnie – plecy są dobrze ułożone, a nogi lekkie, mój synek bryka wesoło szukając sobie właściwej pozycji w brzuchu mamy, mogę poprosić czas by się wydłużył, bo chcę tych krótkich chwil pierwszych zabaw z synem mieć jak najwięcej.
 
To, o czym mówię zwariowany świat NLP, nazywa pracą na linii czasu. Bo każdy z nas ma własną. U jednych biegnie od góry do dołu, u innych z lewa na prawą, a u jeszcze innych zupełnie odwrotnie. Nie ma złej linni czasu. Każda jest dobra. Bo jest czyjaś – indywidualna i niepowtarzalna. Możemy obracać, rozciagać, wyginać czy skraca naszą linię czasu dowolnie jakbyśmy chcieli zależnie od naszych potrzeb. By przyjemnych chwil, zmieścić jak najwięcej. Tych zmęczonych znacznie mniej.
 
Pamiętaj, you make time. J
 
 
 
Beata Dyczewska
Zapisz się na szkolenie!
Pragnę zapisać się na szkolenie:

W terminie:

OK
Newsletter
Jeśli chcesz być na bieżąco informowany, co nowego dzieje się w Eudaimonii, zapisz się na newsletter:
Kalendarz szkoleń
Wróżba