Przekonania. Co dobrego one nam mówią?
Działo się. Oj działo. Ci co byli to wiedzą. Ci co nie byli niech żałują;)
Było merytorycznie, było sympatycznie, inspirująco, czasem trudno, ale jednak z przekonaniem, że warto... No właśnie – z przekonaniem. Ile ludzi, tyle definicji. Dla jednych przekonania znaczyły coś, co jest głęboko w nas, w co wierzymy i zgodnie z tą wiarą coś robimy. Dla innych był to element wpierający, inspirujący, wzmacniający, pomagający żyć w równowadze i ekologii z otaczającym światem. Mnie się spodobała definicja, przypadkiem znaleziona tuż przed warsztatem w jednej z książek:
Przekonania są związane ze szczególnym stanem umysłu. Mają raczej na celu uzasadnić to, co zakładają, sprawdzić słuszność czegoś. Ludzie postępują tak, jakby dane przekonanie było prawdziwe i pozostawało prawdziwe. Przekonanie jest jak ideał, model, standard czy nawet archetyp działający na nasze zmysły. Są to poglądy dotyczące nas samych, innych ludzi oraz świata. Te poglądy wywierają wpływ na decyzje podejmowane przez nas i na sposób, w jaki się zachowujemy. Nasi rodzice lub osoby pełniące zastępczo ich role np. nauczyciele, w późniejszym życiu nasi przyjaciele, znajomi, telewizyjni krasomówcy i cała rzesza innych bliskich i dalekich nam osób stanowią źródło naszych przekonań. Na przykład ja z dzieciństwa pamiętam takie:
- nie mówi się „chcę”
- musisz ciężko pracować aby dojść do czegoś w życiu
- nigdy nie zdobędziesz tego, co chcesz, jeśli na to nie zasłużysz
- nigdy nie odniesiesz sukcesu, bo zbyt wolno się uczysz
Przekonania wywołują samospełniające się przepowiednie. Jeśli ktoś uwierzy, że musi ciężko pracować, że cała energię życiowa jaką posiada musi skierować na wykonywanie czynności związanych z pracą, a to co robi, to uważa, że i tak jest marne, bo np.: nie dostarczył raportu na czas, bo klient którego przed chwilą obsługiwał wyszedł nie zadowolony, bo do osiągnięcia bogactwa potrzeba jeszcze tylko jednej umiejętności, a później jeszcze jednej i jeszcze jednej i tak w nieskończoność – jeśli w to wszystko uwierzy – to tak właśnie będzie.
Znacie to?... Okazało się, że znacie, macie podobnie, choć Wasze przekonania dotyczyły też innych kwestii. „Co jednak można zrobić w tego typu sytuacjach?” – to pytanie powtarzało się najczęściej.
I tu z pomocą przyszło ćwiczenie z przekształcaniem przekonań, które dla Was przygotowałam. Wyszliśmy od tego, że każdy pomyślał o swoim przekonaniu, które podcina mu skrzydła, kradnie mu energie, jest przeszkadzające. Potem rozłożyliśmy bez litości to przekonanie na czynniki pierwsze – na słowa/frazy słów. Z wszystkich tych słów wyselekcjonowaliśmy te, które miały dla nas negatywne znaczenie, negatywne skojarzenie, osłabiały czy zniechęcały. Te pozytywne zostawiliśmy w spokoju, postanawiając na tym etapie nie doskonalić doskonałego;) Mając wyselekcjonowane słowa/frazy słów do dalszej pracy dopisywaliśmy pierwsze wolne myśli, które nam przychodziły do głowy na ich widok. A potem do tych nowych zdań dopisywaliśmy zdanie, które następnie czytaliśmy na głos wkładając w to tyle mocy i siły, na ile mogliśmy się w danej chwili zdobyć. Zdanie brzmiało: „To tylko moja opinia. Możliwa jest inna ocena sytuacji.”
To fascynujące jak nasze mózgi podczas ćwiczenia zmieniały nasz sposób postrzegania rzeczywistości i tego przekonania przed chwilą. Przekonanie sprzed paru minut już nie wydawało się takie ciężkie, uciążliwe, przeszkadzające i bez wyjścia. Nagle okazało się, że przez to proste sformułowanie jest szansa, jest nadzieja, jest otwarcie umysłu na przyjęcie lub poszukanie nowych rozwiązań. Piękne, prawda? A to był dopiero początek ćwiczenia.
W dalszej części zapisywaliśmy pierwsze myśli jakie przychodziły nam do głowy po zaczęciu przeformułowywania przekonań. Okazywało się, że początkową wściekłość, złość, obrażenie się za niesprawiedliwość albo robienie z siebie ofiary zastąpiły zdania np. tłumaczące tę osobę/rzecz – sprawcę naszego pierwotnego przekonania, wynajdujące możliwe czynności, które mogliśmy w tym czasie robić lub po prostu zdania opisujące spokój i rzeczowe zastanowienie się jak się można w danej sytuacji zachować. Nagle zamiast jednego, osłabiającego nas przekonania mieliśmy wiele różnych możliwości, pozwalających nam zareagować nawet z uśmiechem na sytuację.
Żeby jednak nie poprzestawać na tym i pogłębić efekt, wzmacnialiśmy nowe pozytywne przekonania na jeszcze bardziej pozytywne – wymyślając:
- Co jeszcze mogę zrobić w tej sytuacji, by czuć się dobrze?
- Co jeszcze chcę myśleć w tej sprawie, żeby poczuć się dobrze?
- Co będzie jeszcze bardziej użyteczne?
- Jak jeszcze chcę się zachowywać, żeby czuć się dobrze w tej sytuacji?
- Jak mogę zmienić moje myśli/przekonania na inne, jeszcze skuteczniejsze w tej sytuacji? Itp.
Na zakończenie, by upewnić się czy udało nam się przeformułować wyjściowe przekonania, sprawdzaliśmy czy czujemy się komfortowo z nową myślą/strategią myślenia, z naszymi nowymi przekonaniami czy nie. Jeśli nie – znaczyłoby to, że gdzieś po drodze nie wykonaliśmy dobrze instrukcji, więc trzeba by było wrócić i przepracować jeszcze raz od momentu poczucia dyskomfortu. W naszej grupie nie było jednak takiej potrzeby.
Okazało się, że jeśli tylko zechcemy, możemy zmienić swoje myślenie na bardziej twórcze, bardziej rozwojowe. Bowiem to co zrobimy, zależy tylko od nas samych.
Oczywiście mam świadomość tego, że jednym warsztatem, jednym ćwiczeniem nie zmienimy siebie wewnętrznie, jeśli dalej nie pójdzie za tym systematyczność w przeformułowywaniu przekonań z tych, które nas uwierają -na te, które nas wspierają. Cóż, jednym może i nie... ale od czegoś i kiedyś trzeba zacząć. Myślę więc, że ten dzień i ten warsztat był dobrym pierwszym krokiem na tej drodze – czego i Wam i sobie życzę.
Powodzenia!
Monika Gębska
gebska@eudaimonia.com.pl