Odbijam się od niewidzialnej ściany
Słowo motywacja stało się w ostatnim czasie tak samo popularne, a wręcz modne jak niegdyś słowo „asertywność“, którego to większość wypowiadających w ogóle nie rozumiała. Odnoszę wrażenie, że z dzisiejszą „motywacją“ jest podobnie.
Będąc ostatnio na szkoleniu u Mariusza Szuby, zauważyłam przypadkiem jeden z napisów na legendarnej już mariuszowej desce, przez którą przebijają się uczestnicy (dla niewstajemniczonych: deska jest metaforą ograniczenia/wymówki przez jakie się przebijamy oraz celu, do jakiego chcemy dojść łamiąc naszą wewnętrzną barierę). Młody, chudy, wysoki chłopak o blond włosach, bardzo spowolnionym tempem napisał: „Nic mi się nie chce“. Nic dziwnego – pomyślałam – w takim tempie mi też, by się nic nie chciało. Ale czy to na pewno o to chodzi? By mieć motywację, trzeba najpierw wiedzieć, do czego jest ona potrzebna? Bo to tak jak wsiąść do taksówki i czekać aż taksówkarz nas sam zawiezie, w miejsce o którym nawet nie mamy jeszcze pojęcia. Nie chcę jechać tutaj, nie chcę jechać tam, właściwie to nawet nie wiem czy w ogóle chcę gdziekolwiek jechać. Więc gdzie tu miejscę na motywację?
Dlatego, zanim zabierzesz się za motywowanie siebie lub kogoś – określ cel podróży. I pamiętaj – rozważ dokładnie dokąd chcesz dojechać, a nie dokąd nie chcesz. Taksówkarz nie domyśli się za Ciebie. Nikt inny tego nie zrobi – tylko Ty.
No dobrze, wiem już czego chcę! Wiem doskonale, że ma to być …… (wstaw tu dowolny cel – nowa praca, nowa dziewczyna, dziecko, samochód, wakacje, lot na paralotni lub cokolwiek innego, do czego chcesz dojść). Tylko dlaczego, gdy zaczynam wykręcać numer do mojej skrytej miłości/przyszłego szefa/itp. nie zadzwonić. Znaczy wstukuje numer, ale go nie wybieram. Albo czasem nawet nie wstukam go do końca. Czasem nawet wybiorę, ale od razu odłożę słuchawkę, zanim zdąży mnie połączyć. Tak jakbym odbijał się od niewidzialnej ściany, przez którą nie umiem przejść. Jakby w głowie były dwa głosy – jeden każe zrobić to, a drugi krzyczy „nie!“. Zgadnij którego z nich słuchasz, gdy odkładasz telefon na biurko, nie wykonawszy rozmowy…
Cały myk polega na tym, by nauczyć się izolować te dwa głosy wewnętrzne i potrafić wybrać, rad którego z nich posłuchać. Tony Robbins twierzi, że ci którzy nie osiągają celu, wycofują się o 2 sekundy za wcześnie, poddają się o krok przed szczytem. Niczym blondynka z jednego z kawałów, gdzie wybrałą się pieszo w podróż długości 50 km, niemniej po 49 km była już tak zmęczona, że postanowiła wrócić. Widzisz bezsens tej sytuacji? Może odrobinę przerysowuję, ale chcę byś miał świadomość, że cel zazwyczaj jest blisko, trzeba tylko zdecydować się go osiągnąć. Tony Robbins podkreśla jedną istotną rzecz: to Ty jesteś swoim głosem. To Ty mówisz „zrób to“ i to Ty mówisz „stój“. To tylko od Ciebie zależy, który z tym głosów dopuścisz do siebie.
Co jednak począć z nieszczęsną ścianą, przez którą nie mogę przejść? Ludzie zazwyczaj robią coś zamiast. Szukają wymówki, by zająć się czymś innym, niż tym co powinni zrobić. Idą do celu i na sekundę przed odwracają się i robią coś innego. Ich uwaga zaczyna kierunkować się w wiele przeciwstawnych stron, nie dających żadnego efektu (nie licząc irytacji, zmęczenia i poczucia „nie dam rady tego zrobić“). Propozycją Mariusza Szuby jest technika „1,2,3 i teraz!“, gdy skupiasz pełną uwagę na wybranym przez siebie celu, podejmujesz decyzję tu i teraz, nabierasz powietrze i pachasz go w daną czynność, jakiej potrzebujesz. Raz, dwa, trzy i teraz.
Odpowiedz sobie zatem na pytanie: Jaki jest mój cel? I po prostu zrób to.
Beata Dyczewska