A teraz zapraszam do fascynującej lektury ...

![]()
listopad 2009 - numer 11
niemiesięcznik
Wiecie co? Długo zastanawiałam się o czym napisać do tego numeru Eudaimoniaka. Tak, żeby było trochę śmieszno i trochę straszno :) Tylko że obecnie, moja głowa pochłonięta jest przez jedną czynność – czekanie.
Ta historia może wyda wam się banalna, choć uważam że nie ma banalnych historii, to ocenę pozostawiam Wam. Każde wydarzenie kształtuje naszą rzeczywistość. Ważne jest jednak w tym, co przejmujemy za Swoje. Swoje poglądy, przekonania, swoje przygody, swoje życie. Poglądy i przygody możemy przyjąć, że są nasze. Ale co z przekonaniami? Czy przekonania są nasze czy może nabyte? Przez lata ja osobiście uważałam, że przekonanie o świecie, o życiu, o sobie samej jest Moje i tylko Moje. Dopóty nie okazało się, iż nie są tak do końca moje, a nabyte. czytaj dalej ...
Tego dnia obudziłam się koło 14 – tej. Najpierw otworzyłam jedno oko, potem drugie. Rozejrzałam się dookoła, aż wreszcie mój jeszcze zaspany wzrok padł na okno. Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłam za nim śnieg – już leżący i właśnie padający. Z jednej strony zaskoczenie, z drugiej błogi uśmiech, że oto jest 14 – ta, a ja sobie leżę opatulona w ciepłą kołdrę. Po głowie zaczynały krążyć, jeszcze leniwie, pierwsze myśli. I naprawdę niewiele mnie było w stanie z tej błogości wypędzić, poza jednym drobnym szczegółem – byłam sama w domu, a kawa, kawusia, kawunia...mmm:)....znajdowała się w kuchni i na dodatek trzeba ją było sobie przyrządzić. Przez chwilę zastanawiałam się co tu zrobić? Będę leżeć pod tą ciepłą kołderką patrząc na śnieg za oknem, postanowiłam, aż przyjdzie Piotrek z pracy, to jak będzie sobie kawę robił to i mi zrobi. Aż się uśmiechnęłam do tej myśli. A zaraz przyszła druga – ok, ale Piotrek wraca za kilka godzin, kawy chce mi się teraz. Raaany, żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce wstać... No właśnie - trzecia myśl zmaterializowała mi się w głowie - wstawaj dziewczę, za kilka godzin to Ty prowadzisz warsztat z tego niechciejstwa.
Ta krótka opowieść znakomicie ilustruje rolę coacha czy terapeuty, który pracuje z klientem. Jego zadaniem jest zadbanie o to, aby klient mógł znaleźć nowe możliwości. W tej metaforze możesz znaleźć wiele analogii. Kiedy koń się rozglądał, wybierał najlepszą drogę jaką mógł wybrać aby iść dalej. Erickson jak terapeuta czy coach pilnował jedynie aby klient miał możliwość wyboru.