Władza, posłuszeństwo, autorytet. Co jeszcze można odkryć w prawdopodobnie najważniejszym eksperymencie psychologicznym XX wieku?


Co jeszcze można odkryć w prawdopodobnie najważniejszym eksperymencie psychologicznym XX wieku?
 
Władza i posłuszeństwo to być może dwie rzeczy, które są przyczyną działań większości z nas. Jak często zdajesz sobie sprawę z używania władzy jaką posiadasz? Może jest to władza rodzicielska, może jest to władza szefa, a może masz władzę nad swoim pluszowym misiem. Cóż, jeżeli jesteś Premierem lub Prezydentem to cieszę się, że Ty również przeczytasz do końca tę krótką analizę.
 
Władza, niektórzy kojarzą ja z pieniędzmi i siłą, niektórzy z nieprzeciętnymi zdolnościami, dla innych jest to charyzmatyczny znak od Boga, narodu czy grupy. Jeżeli masz władzę, to pewnie wiesz jak bardzo sobie cenisz posłuszeństwo i jak często chciałbyś karać za jego brak. Władza jest tak pociągająca, że oparcie się jej to oznaka najsilniejszych, zwycięzców, którzy już wiedzą czym jest prawdziwa władza.
 
Jednak czasem tak się zdarza (a może znacznie częściej, niż sobie to uświadamiasz), że władza jest Ci dana w pewien sposób i masz jej ograniczoną, lecz konkretną ilość. Kiedy Ty masz władzę prawdopodobnie jest ktoś, kto ma nad Tobą władzę i albo Ci pozwala z niej korzystać, albo żąda byś z niej korzystał? Jednak jako jednostka ludzka masz pełne prawo wyboru i możesz odmówić.
 
Ale czy na pewno tak się stanie? W których przypadkach zdecydujesz się odmówić a w których chętnie skorzystasz z władzy jaką dostajesz? A może nie ma znaczenia sytuacja, w której skorzystasz z władzy? Być może również w przypadku zagrożenia cudzego życia gotów jesteś do użycia swoje władzy, aby ...
 
Do pokoju wszedł Bruno Batta, 37 letni spawacz, który urodził się w niedalekim miasteczku New Haven. Pochodził w Włoch. Z wyglądu przypominał nieokrzesanego twardziela i gbura, jednak do eksperymentatora odnosił się uprzejmie, z szacunkiem i posłusznie. Razem z Bruno wszedł o 10 lat starszy, trochę misiowaty księgowy o bardzo sympatycznym wyglądzie ciepłego wesołka. Również był uprzejmy i zachowywał się z szacunkiem wobec pozostałych.
 
Steven, najmłodszy z nich, z zawodu nauczyciel biologii w szkole średniej wcześniej został przeszkolony przez personel, co i jak ma robić, aby jak najlepiej poprowadzić cały eksperyment. Jak przystało na eksperymentatora ubrany był w szary fartuch, przypominający lekarski kitel. Objaśnił on dokładnie, że celem eksperymentu jest badanie jakości uczenia się osób dorosłych oraz sprawdzenie jak na jakość uczenia wpływają kary. Podkreślił, że eksperyment jest bardzo ważny, ponieważ Państwo przeznaczyło duże fundusze na program rozwoju edukacji dorosłych.
 
Po przedstawieniu obu przybyłych uczestników eksperymentu, Steven podał obu panom dwa losy do wyciągnięcia, aby ustalić, których z nich zagra, którą rolę. Obaj przybyli panowie wyciągnąwszy losy zostali poproszeni o odczytanie ról. Pierwszy miał odczytać Bruno. Na jego losie widniał napis nauczyciel. A to oznaczało, że jego partner odegra rolę ucznia.
 
Udali się zatem do pokoju obok, gdzie jego partner usiadł na niezbyt wygodnym fotelu przypominającym trochę krzesło elektryczne. Następnie jedną rękę przypięto mu do poręczy fotela natomiast dłoń drugiej została posmarowana specjalnym żelem i dopiero przypięto jego rękę do poręczy fotela. Dłoń natomiast położona została na czymś, co przypominało elektrodę i również przypięta, tak, aby jej nie mógł oderwać.
 
Nasz uczeń w osobie misiowatego eksperymentatora został również przypięty do krzesła, aby nagle się nie zerwał. W trakcie całego przypinania, pojawiły się u niego drobne wątpliwości i nawet zgłosił, że ma problemy z sercem. Jak powiedział, trochę zaczyna się bać i nie wie czy cały eksperyment jest bezpieczny, bo to zaczyna wyglądać trochę strasznie.
 
Eksperymentator zapewnił, że nie ma się czego obawiać, wszystko jest kontrolowane i tylko gdy się pomyli może odczuwać pewien dyskomfort z powodu podania napięcia na elektrodę, na której spoczywała jego dłoń. Zatem wszystko w jego rękach, a w zasadzie w głowie. Jak się nie będzie mylił nic się w ogóle nie wydarzy. Na wszelki wypadek włączone zostało napięcie 45 wolt aby poczuł czego może się spodziewać.
Jak wiesz taki impuls jest nieprzyjemny jednak zupełnie bezpieczny. W ten sposób nasz uczeń otrzymał motywację do tego by się skoncentrować i dobrze uczyć. Po przypięciu ucznia, Bruno wraz z eksperymentatorem wrócili do pokoju głównego, gdzie znajdował się stół nauczyciela. Stół ten tylko z nazwy przypominał stół, bo był to pulpit z całą masą pokręteł.
 
Nad każdym pokrętłem oznaczenie napięcia. Pierwsze pokrętło 15V, drugie 30V, trzecie 45V i tak dalej, co 15V aż do 450V (w sumie 30 pokręteł). Co jakiś czas pomiędzy pokrętłami był dodatkowy napis. I tak po pokrętle z oznaczeniem 60V widniał napis „umiarkowany wstrząs”. Po 120V – „silny wstrząs”, po 180V – „bardzo silny wstrząs”, po 240V „bardzo poważny wstrząs” i dalej „wstrząs o skrajnej sile” po pokrętle 300V oraz „niebezpieczeństwo: bardzo ciężki wstrząs” po pokrętle 360V. Ostatni dodatkowy napis przypominał trzy krzyżyki i był umieszczony po pokrętle 420V.
 
Pewnie zastanawiasz się, jakie napięcie jest w Twoim gniazdu elektrycznym i jak ono działa? Podpowiem Ci. Jest tam 230V i zetknięcie się z nim jest bardzo niezdrowe, a w wielu przypadkach kończy się śmiercią. Kiedyś grzebiąc w starym telewizorze ręka mi się obsunęła i miałem okazję sprawdzić jak to jest, a napięcie wtedy było nieco niższe – 220V. Szczęśliwie, ja się też wtedy osunąłem i kontakt z prądem się skończył szybko.
 
No dobrze, ale do czego te pokrętła. Otóż Bruno miał za każdym razem użyć pokrętła z większą wartością, jeżeli jego uczeń będący za ścianą popełni błąd w nauce. Czyli za pierwszym błędem miało to być 15V, za drugim już 30V i tak dalej. Aż dojdzie do końca skali. Tak, właśnie tak, aż dojdzie do końca skali być może trwale uszkodzi ucznia, lub przypadkiem go uśmierci.
 
Jednak nim Bruno miał włączyć odpowiednią gałkę zadawał pytanie uczniowi. Chodziło o pamięciową naukę i kojarzenie. Wyglądało to mniej więcej tak. Bruno czytał zestaw par słów: „niebieskie pudełko”, „ładny dzień”, „dzika kaczka” itp. i po przeczytaniu czterech takich par, czytał pierwsze słowo i zestaw słów dodatkowych. Na przykład czytał: niebieski oraz cztery słowa dodatkowe: niebo atrament pudełko lampa. Uczeń miał podać właściwą parę, czyli w tym przypadku niebieski i pudełko. Popełnienie błędu wymagało włączenia kolejnego, większego napięcia. Oczywiście za każdym razem na kilka sekund, jednak nauczyciel był zobowiązany do włączenia napięcia i w ten sposób wymierzał karę uczniowi za popełniony błąd.
 
I w tym miejscu zarówno nauczyciel jak i uczeń znali już swoje role. Uczeń coraz bardziej zaniepokojony i zapewne mocno zestresowany zapytał się raz jeszcze czy to aby bezpieczne bo ma problemy sercem i obawia się o zdrowie. Eksperymentator po raz kolejny zapewnił, że wszystko jest bezpieczne i można zacząć eksperyment.
 
Bruno przeczytał pierwszy zestaw i niestety błąd ze strony ucznia. 15V i „auu”. Cóż, rozgrzewka, trema, stres, pomyłka, mogło się zdarzyć. Następny zestaw i znowu błąd. 30V i trochę jakby mocniejsze „auu” słychać z za ściany. Ponieważ było tylko słychać, ściana była normalna, nieprzezroczysta.
 
Niestety okazało się, że za każdym zestawem było tylko gorzej i praktycznie co pytanie było słychać co raz mocniejsze „AUUU” po każdorazowym podwyższeniu napięcia o 15V. Po dziesiątym zestawie, „auu” przerodziło się w wycie i krzyk, o chorym sercu i błagalnej prośbie o przerwanie eksperymentu. Bruno spojrzał się na eksperymentatora z pytaniem „co dalej”? Usłyszał, że nie ma wyboru i powinien kontynuować.
 
Następny zestaw i znowu błąd i 165V włączone. Za ścianą słychać błagalne wycie o przerwanie. Tym razem eksperymentator stanowczo wymaga kontynuacji eksperymentu. Przy napięciu 180V Bruno usłyszał, że „kontynuacja eksperymentu jest bezwzględnie konieczna” a przy kolejnej próbie dyskusji, eksperymentator zażądał konturowania eksperymentu, do którego i nauczyciel – Bruno i uczeń zgłosili się dobrowolnie.
 
W końcu przy 330V Bruno Batta zwrócił się do ucznia z za ściany upominając go surowo: „Lepiej niech Pan odpowie i ma to za sobą. Nie możemy tu siedzieć całą noc.” Jednak odpowiedzi nie usłyszał już do samego końca. A brak odpowiedzi miał traktować jako błąd i za każdy błąd miał zwiększyć napięcie o kolejne 15V. Uczeń jednak już milczał i nawet, kiedy eksperyment został zakończony włączeniem 450V Bruno Batta zwrócił się do eksperymentatora z pytaniem: „Co dalej Panie profesorze?”.
 
Po eksperymencie Bruno Batta wypełnił jeszcze ankietę, w której napisał również: „No więc, mamy mniej lub bardziej upartego człowieka (ucznia). Gdyby rozumiał, co się tutaj działo, to by współpracował bez dostawania kar.” Na pytanie czy czuł się w jakimś momencie zdegustowany, odpowiedział, że tylko wtedy, kiedy uczeń zaniechał współpracy. W końcu za udział w eksperymencie dostał pieniądze (Bruno) i musiał wypełniać rozkazy jak najlepiej potrafi.
 
Na sam koniec Bruno podkreślił ja bardzo zaszczycony czuł się mogąc uczestniczyć w eksperymencie i wykonać polecenia, chociaż przykro mu, że eksperymentu nie udało się ukończyć w pełni. Po jakimś czasie zapytany również o podsumowanie całego eksperymentu jeszcze raz podkreślił to, co wcześniej powiedział, oraz dodał, że w pełni wierzy, że niestety wszystko odbyło się naprawdę. Dodatkowo napisał, że nauczył się pewnej bardzo ważnej rzeczy dla siebie. Jednak jakiej – nie napisał.
 
Zapewne dzisiaj czytelniku pomyślałbyś, że jesteś w ukrytej kamerze lub innym reality show. Jednak na początku lat 60-ych ubiegłego wieku tak nie było. Cóż, można przytoczyć przysłowie, gdzie drwa rąbią tam wióry lecą. Chociaż ...
 
Eksperyment został bardzo szczegółowo przygotowany przez Stanley Milgrama, psychologa z uniwersytetu Yale, który zgromadził kilkaset osób z pobliskiego miasteczka New Haven w celu przeprowadzenia przełomowego eksperymentu. Już wyjaśniam, uczniowi nic się nie stało. Został on wcześniej przeszkolony i szczęśliwie nie otrzymał nawet najmniejszego impulsu elektrycznego a wszystkie jego okrzyki i całe zachowanie były zupełnie dobrą grą aktorską. Również eksperymentator doskonale wiedział, co się dzieje.
 
Bo wszakże nie wpływa kar na jakość uczenia była przedmiotem badań a posłuszeństwo wobec autorytetu. To nie uczeń był obiektem badań a zachowanie nauczyciela i odpowiedź na pytanie jak daleko może się on posunąć pod wpływem autorytetu. I to, co zostało odkryte obnażyło człowieka w zupełności.
 
Tak wiem, że zapewne Ty byś przerwał cały eksperyment i w ogóle być może być nie zaczął jednak przeczytaj jak było. Przed eksperymentem 40 psychiatrów, 30 studentów uniwersytetu oraz 40 osób z klasy średniej zostali zapytani o przebieg eksperymentu i wynik. Praktyczni większość z nich uważała, że nie przekroczone zostanie napięcie 200V i nikt z nich nie dopuścił myśli, że ktokolwiek włączy 450V jako karę. Eksperyment Milgrama pokazał jak bardzo się mylili.
 
W eksperymencie oprócz wspomnianego już ucznia i eksperymentatora udział wzięło kilkaset osób. 40% z nich to robotnicy fizyczni, 40% to pracownicy umysłowi 20% to specjaliści. Przedział wiekowy też wybrany proporcjonalnie: 20% dwudziestolatków i po 40% trzydziesto- i czterdziestolatków. Oni odegrali rolę nauczycieli. Wśród nich było również 40 kobiet.
 
Cały eksperyment przeprowadzono w laboratorium uniwersytetu Yale za wyjątkiem paru testów, przeprowadzonych w wynajętym sklepie w Bridgeport zaadaptowanym na skromne laboratorium. W sumie przeprowadzono prawie 20 prób w różnych ustawieniach. Wszystkie próby niestety potwierdziły naszą drugą naturę.
 
Bardzo szczegółowo przebieg eksperymentu opisany jest w książce Stanley Milgrama „Posłuszeństwo wobec autorytetu” („Obedience to authority”) wydanej przez Wydawnictwo WAM. Dlatego tutaj przytoczę tylko spis przeprowadzonych doświadczeń z niezbędnym komentarzem a po więcej odsyłam do książki.
 
Większość eksperymentów obejmowała próbę 40 nauczycieli za wyjątkiem kilku. Pierwszy eksperyment to test w oddaleniu. Polegał na tym, że nauczyciel nie słyszał wycia ucznia tylko stukanie w ścianę – zupełnie jakby sąsiad z za ściany, kiedy w domu jest za głośno. Drugi eksperyment jest wzbogacony o wyraźną słyszalność ucznia i jego wycie. W obu eksperymentach wynik jest podobny. Ponad 60% nauczycieli uśmierca swoich uczniów.
 
Kolejny eksperyment to bliskość ucznia. Nauczyciel i uczeń siedzą w tym samym pokoju. Większość nauczycieli odwraca głowę od ucznia w momencie włączania napięcia. I kolejny eksperyment, w którym nauczyciel musi przytrzymać rękę ucznia na elektrodzie – czasem używając siły. Tu jest trochę lepiej. Bo bliskość ucznia powoduje spadek uśmierceń do 40% a konieczność trzymania jego ręki do 30%. Co oznacza, że 12 nauczycieli włączyło 450V jako karę dla ucznia.
 
Eksperyment piąty jest taki sam jak drugi tylko uczeń cały czas przypomina się, że ma chore serce. Nie zmienia to nic, bo ponad 60% nauczycieli uśmierca ucznia za ścianą. Kolejny szósty eksperyment ukazuje łagodnego eksperymentatora, który w chwili wątpliwości nie żąda stanowczo kontynuacji a jedynie zachęca do wykonania eksperymentu. I tu połowa badanych włącza 450V uśmiercając ucznia za ścianą.
 
W siódmym eksperymencie eksperymentator na samym początku musi wyjść z pokoju i polecenia oraz żądania wydaje nauczycielowi przez telefon. Tym razem 9 nauczycieli włącza 450V. I jest to chyba najlepszy wynik za wyjątkiem paru następnych. Zresztą samemu przeczytaj. Mogłoby się wydawać, że to kwestia płci decyduje o takim wyniku.
 
Niestety w ósmym eksperymencie ta sama liczba kobiet 26 na 40 włącza 450V przycisk. Jedynie dylematy kobiet są nieco inne od męskich. Nie wiele wnoszą również warunki uczestników, na które niby to godzi się eksperymentator. 40% uśmierceń. Trochę mniej włączeń 450V jest w trakcie eksperymentu dziewiątego przeprowadzonego poza uniwersytetem, w zaaranżowanym laboratorium w wynajętym sklepie w Brigdeport.
 
W zupełnie sztucznej sytuacji, kiedy nauczyciel mógł wybierać poziom wstrząsu w momencie, gdy eksperymentator sugerował zakończenie eksperymentu tylko jeden nauczyciel wybiera 450V. Również w następnym eksperymencie, eksperymentator po nadmiernym wyciu ucznia decyduje się na przerwanie eksperymentu przy 150V. Tu dla odmiany uczeń żąda kontynuacji jednak żaden z nauczycieli nie idzie ani kroku dalej. Kończą eksperyment na żądanie eksperymentatora.
 
Następne eksperymenty to zamiany eksperymentatora „na zwykłego człowieka” też odpowiednio przeszkolonego, zamiana miejsca pomiędzy eksperymentatorem i uczniem czy też wprowadzenie drugiego eksperymentatora i inne modyfikacje pokazują niezmienny wynik. Ponad 60% włączeń 450V.
 
Jakie wnioski można wysnuć z eksperymentu przeprowadzonego przez Milgrama? Na pewno te same, co jego autor. Na nasze zachowanie ma wpływ autorytet i miejsce. Cóż to oznacza? Jeżeli otrzymujesz od autorytetu polecenia jesteś skłonny je wykonać bez zastanawiania się. Jakiś wpływ ma miejsce oraz wygląd autorytetu. Im bliższy naszemu stereotypowemu wyobrażeniu tym silniejszy jego wpływ.
 
A co do miejsca? Trudno sobie wyobrazić prawdziwy autorytet naukowca poza uniwersytetem. Stąd nieco słabszy wynik w Bridgeport. A co to może znaczyć dla nas. Wyobraź sobie, że spotykasz się z kimś ze ścisłej czołówki biznesowej. Chcąc nawiązać dobry kontakt z nim nie wybierzesz miejsca w szopie lub pod mostem (no chyba, że robicie szemrane interesa) tylko miejsce odpowiednie do jego lub waszego statusu. Również ubiór jaki założysz będzie nawiązywał do rangi rozmówcy.
 
Tak samo zwróć uwagę jak adwokaci, prokuratorzy i sędziowie w sądach zakładają swoje togi, rektorzy na uczelniach też chodzą w swoich strojach w przypadku ważnych uroczystości. W ten sposób stają się dla nas autorytetem. A gdybyś Ty miał stanąć przed kamerą jako autorytet od biznesu. Czy ubrałbyś się w dresik czy raczej dobrej jakości garnitur, może nawet i krawat z białą koszulą.
 
Jednak jak się bliżej przyjrzeć eksperymentowi Milgrama jest tam jeszcze kilka ciekawych odpowiedzi na nie postawione pytania. Kiedy eksperymentator, będący autorytetem wydaje polecenia przez telefon jego skuteczność spada. Jeżeli zatem przekonujesz kogoś na odległość musisz to zrobić wielokrotnie lepiej.
 
Warto jeszcze chwilę zatrzymać się nad wynikami eksperymentu. Ponad 60% biorących udział była przekonana o jego prawdziwości. Zaledwie parę procent nauczycieli była pewna, że cały eksperyment jest sztuczny i że uczeń ma się dobrze. Dużo ponad połowa badanych wierzyła w prawdziwość wszystkich zdarzeń. I tylko pojedynczy procent badanych żałuje, że wzięła udział w eksperymencie.
 
Cały eksperyment powtórzono jeszcze w kilku innych państwach poza USA. Powtórzono go w kilka i kilkanaście lat po „premierze”. Za każdym razem wynik była bardzo podobny. W czasie jednego z warsztatów, kiedy mówiłem o eksperymencie Milgrama dostałem pytanie, czy eksperymentatorem była kobieta. Niestety nic mi nie wiadomo o tym i „w premierowej” edycji zawsze mężczyzna był autorytetem. W latach 60-ych XX wieku było to zupełnie w porządku jednak dziś to być może pewien mankament i pora powtórzyć cały eksperyment z kobietą w roli autorytetu.
 
Wracając do władzy i posłuszeństwa. Wydaje mi się, że warto za każdym razem zastanowić się nad władzą jaką posiadasz. Jak bardzo wpływową jesteś osobą wobec sobie posłusznych osób? Jak wychowujesz swoje dzieci? Jak zarządzasz grupą podwładnych, jak zarządzasz plutonem czy kompanią żołnierzy? Jak chory wobec Ciebie lekarza się zachowa? Jak możesz przez swoją pozycję wpływać na innych nie robiąc nic lub prawie nic? Wystarczy, że jesteś autorytetem dla kogoś i przekazujesz mu jakiś komunikat. Czy już wiesz jakie znaczenie dla niego ma ten komunikat?
 
Czy wiesz dla kogo jesteś autorytetem? Jak wielkim i jak ważnym?
 
 
Piotrek Podgórski
Zapisz się na szkolenie!
Pragnę zapisać się na szkolenie:

W terminie:

OK
Newsletter
Jeśli chcesz być na bieżąco informowany, co nowego dzieje się w Eudaimonii, zapisz się na newsletter:
Kalendarz szkoleń
Wróżba