Powoli zaczęli schodzić się pierwsi uczestnicy. Zaczęły się rozmowy, że zimno, ze pada, że przyszliśmy by dowiedzieć się jak się zmotywować do wykonania czegoś co powinniśmy, a z różnych powodów tego nie robimy, że może istnieje jakiś „złoty środek”, niezawodna metoda na to, by nam się chciało, że chcemy posłuchać jak inni się motywują, bo może uda się to samo zastosować w moim przypadku, że chcemy zobaczyć jak ja – Asia poprowadzę spotkanie.
No więc zaczęliśmy. Był krótki energaizer na rozruszanie się i aby wywołać trochę śmiechu, żeby ludzie już od pierwszych chwil robili coś wspólnie. Były opowieści o tym czego oczekujecie po tym warsztacie, dlaczego przyszliście, co Was motywuje, a co demotywuje i co chcecie z tym zrobić. Potem pracowaliście w grupach opowiadając sobie nawzajem historie związane z sytuacjami, w których mieliście to „coś”, co sprawiało, że za wykonywaną pracę zabieraliście się od razu i była ona szybko skończona. W drugiej części ćwiczenia było o sytuacjach demotywujących – takich gdzie tego poweru nie było, gdzie głos w głowie wręcz krzyczał „NIE CHCE MI SIĘ!!!...Jeszcze chwila. O, jeszcze to powinno być zrobione. Nic nie jest pilniejsze niż to coś nowe co znienacka wyskoczyło...A tamto? Hmm...jeszcze chwila...”.
Po co to wszystko? Przecież mogłam poprosić każdego indywidualnie, by opowiedział sobie historie i wypisał rzeczy, które go motywują i demotywują. Mogłam, ale z doświadczenia i z wielu godzin pracy z grupami czy poszczególnymi osobami wiem, iż w swoich własnych sprawach nikt nie jest obiektywny, wiele kwestii związanych z daną sytuacją nam ucieka, wiele kwestii wydaje się tak oczywistych, że aż po co o nich mówić – coś lubię albo czegoś nie lubię, coś sprawia, że wykonuję to sama/sam z siebie albo nie sprawia i koniec kropka. Ale DLACZEGO tak? Dlaczego TAK jest? Zazwyczaj dopiero rozmowa z drugim człowiekiem daje impuls do zastanowienia. Owo DLACZEGO powoduje, że zaczynamy badać swoje wnętrze w poszukiwaniu odpowiedzi, szukać swoich powodów, motywów postępowania, przekonań na dany temat jakie mamy. Człowiek jest bowiem istotą w większym czy mniejszy zakresie stadną (tak zostaliśmy ewolucyjnie ukształtowani), ciekawą (no po prostu lubi wiedzieć) i...tak, tak – racjonalną. W większości wypadków, dopiero sprowokowany rozmową z drugim człowiekiem/grupą osób zaczyna się zastanawiać nad tym DLACZEGO.
„...W moim życiu dzieje się wiele rzeczy, które chętnie wykonuję. Na przykład czytam książki. Jak już zacznę czytać, to przestaję często dopiero jak całą przeczytam. Jest zazwyczaj taka wciągająca, fascynująca, że nie wiem kiedy mi czas mija. Lubię także podróżować...”
„...Ja lubię wieszać firanki. Raz, dwa i już zawieszona – efekt jest natychmiast...”
„...Jak postawię sobie jakiś cel to on mnie motywuje. Dążę do jego osiągnięcia, tylko nie zawsze mi się to udaje. Czasem potrzebuję wsparcia zewnętrznego żeby...”
No właśnie, rozmawiając w grupie zaczynamy też analizować czynniki, które wpłynęły na to, że w przeszłości osiągnęliśmy sukces albo, że się nie udało, że automotywacja do przeczytania książki, podróżowania ,zawieszania firanek, osiągania założonych celów, itd. była albo, że byłaby, gdyby mi się tak chciało jak mi się nie chce, by np. napisać raport, wynieść śmieci, odkurzyć podłogi czy regularnie ćwiczyć.
„Światło dzienne” ujrzały różne czynniki – to jest nudne, rutynowe, ciągle to samo i końca nie widać, nie lubię tego, nie mam wpływu na to się dzieje dookoła mnie, na wydarzenia, czyjeś decyzje, szef mi karze, musze to zrobić, nie widzę natychmiast efektu swoich działań albo właśnie widzę natychmiast efekt, to mnie wciąga, jest ciekawe, fascynujące, zapewnia mi odpoczynek, pieniądze, uznanie, sprawia przyjemność i zapewne wiele innych.
Dzięki temu mieliście okazję oraz możliwość dowiedzieć się zarówno czegoś o sobie samych lub tylko spojrzeć na zagadnienie z innej perspektywy, jak i o sobie nawzajem.
Rozmawiając o różnych sytuacjach/czynnikach motywujących i demotywujących każdego z Was, mieliście możliwość takiej stop – klatki i przyjrzenia się co konkretnie sprawiło, że ten sukces był, co się tam takiego stało, że mieliście motywację do zrobienia tego, jakie były wspólne elementy Waszych sukcesów, jakie emocje temu towarzyszyły, z jakimi wartościami każdego z Was było to związane? I odwrotnie - przyjrzenia się co konkretnie sprawiło, że tego sukcesu nie było, co się tam takiego stało, że byliście zdemotywowani do zrobienia tego, jakie były wspólne elementy braku motywacji, z jakimi wartościami każdego z Was było to związane, jakie emocje temu towarzyszyły?
Co to miało dać? Ano to, żebyście przede wszystkim świadomie zwrócili uwagę na elementy sukcesu, na to co zaważyło, że automotywacja była tak silna, że udało się zrealizować to co zamierzaliście. I nie ważne czy chodziło o błahą czy o poważniejszą sprawę. Najważniejsze tu było dookreślenie, ponazywanie, wypowiedzenie na głos nazw stanów, emocji, wartości, wspomnień, poczucie ich takimi zmysłami jakimi najlepiej je odbieracie czy przywołanie obrazów - powodujących, że chciało się to coś kiedyś zrobić, chce się teraz i będzie się chciało ponownie. W tym momencie zaczęliście bowiem dysponować ogromnym zasobem – a mianowicie nazywając uchwyciliście tzw. ramy dla motywatora, skonkretyzowaliście go dzięki czemu będzie on zawsze możliwy do wykorzystania przez Was w momencie najbardziej Wam potrzebnym.
To jak z nazwą „woda”. Znamy to słowo, prawda? Czym można ugasić pragnienie w upalny dzień? Wodą! A skąd to wiesz? Ano stąd, że masz już takie doświadczenia za sobą, sprawdziłeś/sprawdziłaś to i wiesz. A co Cię zmotywowało do odstania kilkunastu minut do kasy w sklepie? Chęć zaspokojenia pragnienia. Być może nawet stojąc w kolejce już wyobraziłeś/wyobraziłaś sobie jak to jest cudownie kiedy strumień wody przepływa Ci przez gardło, jak to jest cudownie, kiedy przestaje chcieć Ci się pić. Czy odstanie kilkunastu minut w kolejce dla samego kupienia wody, bez motywacji byłoby wystarczającym powodem do stania w niej? Prawdopodobnie w dużo mniejszym stopniu lub w ogóle.
Wracając do motywacji – do czego nazwanie motywatora może być wykorzystane na przyszłość? Właśnie do zmierzenia się z sytuacjami demotywującymi. Jak? Już wyjaśniam.
Jeśli mamy już nazwane, uchwycone w „ramy” motywatory to w sytuacjach, gdy „to jest nudne, rutynowe, ciągle to samo i końca nie widać, nie lubię tego, nie mam wpływu na to się dzieje dookoła mnie, na wydarzenia, czyjeś decyzje, szef mi karze, musze to zrobić, nie widzę natychmiast efektu swoich działań, jeszcze chwila, po prostu nieeee chceee mi się” możemy wybrać sobie jedną z metod.
A jakie to były metody - zapraszam do lektury najbliższego wydania Eudaimoniaka.