Ja, mnie, siebie, ciebie, Ty


Ja, mnie, siebie, ciebie, Ty – zamiast sabotować zacznij myśleć o sobie
 
Niedawno z jednym z kolegów odbyłem taką rozmowę:
 
On: „A po urlopie jestem i odgrzebuję się z poczty (służbowej), dwa tygodnie mnie nie było.”
Ja: „Wiesz co, przenieś te wszystkie e-maile do zakładki zrobione przeczytaj tylko te z ostatniego dnia urlopu, i to te oznaczone za pilne. Pozostałe są już pewnie nieaktualne.”
On: „No jak to. A jak się okażę, że mam coś zrobić?”
Ja: „To się przypomną”
On: „Ale przecież oni oczekują, że ja zrobię…”
Ja: „Oni czy może ty myślisz, że oni oczekują. A jak zabrzmi, kiedy powiesz, ja myślę, że oni oczekują, że to zrobię.”
 
Właśnie, kto oczekuje? Jak często zastępujemy Ja innymi rodzajnikami, aby wskazać sobie, że nie mnie to dotyczy. I wtedy marzenia, przymusy, chęci, problemy nas nie dotyczą. Jest dobrze. Albo (w trzech słowach) nie jest dobrze. Kiedy zmienimy rodzajnik na Ja łatwiej doświadczyć daną rzecz (marzenie, problem, cel itp) z innej perspektywy, często tej nieznanej.
 
Brak tego Ja wzmacnia ograniczenia, że się nie uda, nie osiągnę, to nie dla mnie, itp. itd. A jak często myślisz, co jeszcze dobrego osiągniesz po osiągnięciu swojego celu? Na różnych szkoleniach z negocjacji (nie z motywacji nota bene) słyszałem krótką opowieść wprowadzającą.
 
Pewna grupa tubylców, żyła sobie na wyspie, odcięta od świata. Niczym w raju. Pewnego dnia trafił tam rozbitek i zastanawiał się jak może wrócić do domu. Zaczął upodabniać się do tubylców, żyć z nimi, powoli stawał się liderem grupy. Aż pewnego dnia został ich wodzem.
 
Stwierdził wtedy, że rozkaże im zbudować łódź i odpłynie do domu. Na niewiele się to zdało, ponieważ nikt nie chciał odpływać, bo trzeba łódź zbudować. Wtedy sam wziął się za budowę łodzi myśląc, że jak da przykład to poddani mu pomogą i będzie mógł odpłynąć. I znowu porażka.
 
W determinacji zebrał poddanych i zaczął niemalże krzyczeć doń, jak to jest w tym świecie, z którego tu trafił. Opisał im zdobycze techniki, wygody, przyjemności współczesnego świata zachodu, bogactwa, różne możliwości rozwoju, zdobycia umiejętności i wiedzy, bycia kimś. Był już praktycznie załamany, kiedy zauważył, że jego poddani zaczęli budować nie jedną łódź dla niego ale wiele łodzi, ponieważ oni też chcieli popłynąć do nowego, innego świata.
 
W ten sposób pokazując nowe możliwości, nowy świat, bogatszą mapę, spowodował, że poddani chcieli. Nie bali się porażki, pragnęli i robili. Nie szukali ograniczeń. Byli już u celu, doświadczyli go (w wyobraźni) jednak potem wrócili na wyspę i zaczęli pragnąć. Zaczęli szukać drogi dostępu do swojego celu.
 
Obserwuję, że część osób oprócz strachu po prostu nie wie faktycznie, co chce osiągnąć, bo nie precyzuje tego w żaden sposób. Po prostu coś chce. A przecież stare powiedzenie mówi, jeżeli nie znasz celu nigdzie nie dojdziesz. A więc może motorem działania jest dobre określenie tego, co chcemy, bo wtedy zaczniemy kontrolować nasze postępy w zdobywaniu tego.
 
A wracając do cytowanej rozmowy, wpierw zmień cel na swój cel. Zastanów się, ile stawiasz sobie sztucznych ograniczeń mówiąc o kimś innym nie o sobie. A te ograniczenia piętrzą strach i odciągają Cię od celu. Dlatego określając cele określaj swoje cele. Co Ty chcesz? Bo najczęściej wyobrażasz sobie to, co inni chcą a te wyobrażenia są dalekie od faktów.
 
A swoje cele umiesz (lub nauczysz się) określać. Określ, co Ty chcesz a nie co wydaje się, że inni chcą lub oczekują tego? Wtedy okaże się, że zaczniesz te Cele osiągać. 
 
 
Piotrek Podgórski
Trener, Mistrz i Praktyk NLP
Inżynier umysłu
podgorski@eudaimonia.com.pl
Zapisz się na szkolenie!
Pragnę zapisać się na szkolenie:

W terminie:

OK
Newsletter
Jeśli chcesz być na bieżąco informowany, co nowego dzieje się w Eudaimonii, zapisz się na newsletter:
Kalendarz szkoleń
Wróżba