Ano właśnie. Do tejże refleksji zmusiła mnie niedawna obserwacja tendencji zakupowo-jedzeniowej w moim otoczeniu. Dlaczego kiedy jesteśmy u przysłowiowej cioci/babci/mamy czy teściowej wracamy 2 kilo ciężsi i zawsze słyszymy „No weź jeszcze kawałeczek!“?
Klasycznym obrazkiem polskiej cioci/babci jest zazwyczaj pulchniutka, uśmiechnięta kobieta szykująca przyjęcie gości w swoim domu niczym trzy Gwiazdki zebrane w jedną. Jest to oczywiście jedno z najbardziej rodzinnych i ciepłych skojarzeń, daje jednak szerszy wgląd w to, jak oceniamy rzeczywistość w dobie szerzącej się nadwagi.
Ludzie mający parę kilo tu i ówdzie w prezencie od natury, często zakupy w supermarkecie robią głodni – jeden z czynników, dla których przynoszą do domu ok. 30% zakupów więcej niż ci bez dodatkowego wyposażenia w okolicach talii i wybierający się w stanie sytości po cotygodniowe/miesięczne zaopatrzenie lodówki.
Systematycznie przejadając nadprogram lodówkowy, przekalibrowują mózg na większe zapotrzebowanie – czyli rozdmuchują swój głód, a co za tym idzie także żołądek. Przez co jedzą więcej mimo że ich organizm tego nie potrzebuje. Innymi słowy, uzależniają się od jedzenia w postaci nałogowej – a nie jedynie naturalnego procesu zaspokajania potrzeby przetrwania.
Daje to także jeszcze jeden efekt uboczny – zaczynają sądzić, że reszta społeczeństwa je tyle samo co oni :) Może zaczynasz się już domyślać, dlaczego babcia nakłada Ci na talerz obiad dla trojga...
A już nieco poważniej.
Jedzenie jest w naszej kulturze wyrazistym symbolem. Symbolem pozytywnym. Jest wyrazem miłości, troski, więzi, szacunku. Jest używane do świętowania ważnych wydarzeń i opłakiwania strat. Staje się równie często nagrodą, jak i pocieszycielem. Jest niezbędnym elementem rozrywki, towarzyskich spotkań i codziennych przyzwyczajeń. Nikt nie wyobraża sobie jak u cioci na imieninach miałoby zabraknąć suto zastawionego stołu.
Odmawianie jedzenia jest wciąż jeszcze kojarzone z chorobą, nietaktem czy pogardą. Dawno już jedzenie przestało tylko zaspokajać głód, a stało się potężnym narzędziem wpływu – zarówno społecznego, jak i emocjonalnego.
I tu dochodzimy do czegoś, co psychologowie i inni kształceni w temacie nazywają zaburzeniami odżywiania się.
JEDZ JAK DAJĄ, BO POTEM NIE BĘDZIE
Zaburzenie odżywiania pojawia się wtedy, gdy jedzenie i masa ciała stają się centralnymi obiektami zainteresowania, którym podporządkowana zostaje cała aktywność jednostki. Postawy i zachowania dotyczące odżywiania stanowią wówczas swojego rodzaju ekspresję niezaspokojonych potrzeb psychicznych. Do najczęściej spotykanych w praktyce klinicznej zaburzeń należą:
- anoreksja – celowe dążenie do utraty wagi, związane z lękiem przed otyłością. Polega na postępującym ograniczaniu ilości spożywanych pokarmów (Anorexia nervosa).
- bulimia – napady żarłoczności polegające na spożywaniu w krótkim czasie ogromnej ilości wysokokalorycznego pożywienia, a następnie przeczyszczaniu się lub stosowaniu intensywnych ćwiczeń fizycznych (Bulimia psychiczna).
- kompulsywne objadanie się – wynika z wewnętrznego przymusu, wiąże się m.in. z: nadmiernym spożywaniem wysokokalorycznych pokarmów, częstym stosowaniem różnorakich diet odchudzających, powstrzymywaniem się od jedzenia w obecności innych osób (jednak nadrabianiem tych „braków“ w samotności), wycofywaniem się z życia towarzyskiego i aktywności fizycznej, postępującym zmęczeniem i brakiem energii. Ponieważ nie dochodzi do przeczyszczania się ani ćwiczeń fizycznych, osoba systematycznie przybiera na wadze i staje się otyła. Wynikają z tego takie konsekwencje psychologiczne jak: jeszcze większe zaabsorbowanie jedzeniem i własnym wyglądem, snucie fantazji na temat schudnięcia, fałszywe poczucie władzy i niezależności wynikające z nieograniczonego objadania się, zły stan psychiczny wynikający z braku kontroli nad jedzeniem i przyrostem masy ciała. Osoby cierpiące na to zaburzenie nieprawidłowo interpretują bodźce płynące z własnego ciała, a dokładnie - mylą emocje z głodem. W wyniku tego każde napięcie emocjonalne, konflikt, a nawet pozytywne, ale intensywne emocjonalnie wydarzenie, staje się powodem sięgania po jedzenie. Krótkotrwały skutek jest zgodny z oczekiwaniem, polega bowiem na rozładowaniu napięcia i jest odczuwane jako wyciszenie, uspokojenie, zapełnienie wewnętrznej pustki. Pojawiające się jednak wkrótce poczucie winy powoduje ponowne narastanie napięcia. Można metaforycznie powiedzieć, że odczuwany w tym przypadku głód jest głodem emocjonalnym, a nie pokarmowym. Wg specjalistów tej dziedziny najbardziej narażone na kompulsywne objadanie się są osoby: z niską samoświadomością, małą umiejętnością radzenia sobie ze stresem, wychowane w rodzinach, gdzie jedzenie związane było wyrażaniem emocji (np. gdy jesteś smutny - zjedz ciastko, gdy świętujemy - jemy obfity obiad) oraz gdzie przywiązywało się ważność do spożywania określonych potraw i w określonym czasie, bez względu na apetyt (święta doroczne, obiady rodzinne lub też jedynie przeświadczenie „jedz jak dają, bo potem nie będzie“).
SAMICE DOMINUJĄCE
Statystycznie 90 do 95% osób cierpiących na zaburzenia jedzenia to kobiety. Przyczyn tego jest z pewnością wiele, ale podstawowe wyjaśnienie stanowią:
- aspekt fizjologiczny – proces dojrzewania związany jest u kobiet ze znacznym przyrostem tkanki tłuszczowej oraz widocznym powiększeniem się okolic piersi, bioder i pośladków. Taka zmiana wyglądu, zarówno przez samą kobietę jak i jej otoczenie, bywa określana jako przytycie i oceniana ambiwalentnie. U młodych kobiet lub też dorastających dziewcząt powoduje bunt skierowany przeciwko swojemu ciału – ciało przestaje „słuchać się“ swojej właścicielki, dlatego nie jest przez nią akceptowane i staje się jakby elementem odrębnym niż ona sama.
- aspekt samooceny – kryteria oceny kobiet są niejednoznaczne, a wymagania stawiane przez kulturę – często sprzeczne. Może to powodować poczucie niepewności i mniejszej wartości samej siebie bez wyraźnego powodu oraz skonkretyzowanie tych doznań w obszarze wyglądu i wagi.
- aspekt seksualności – stosunek do własnej kobiecości może być ambiwalentny, a nawet negatywny. Wynika to z uwarunkowań kulturowych, przekazów rodzinnych oraz indywidualnych doświadczeń i przekonań. Rygorystyczne ograniczanie jedzenia staje się wówczas sposobem na opóźnienie dojrzewania albo zniwelowanie cech wyglądu zewnętrznego, charakterystycznych dla płci. Przykładem nader widocznym jest silnie zahamowanie rozwoju płciowego u anorektyczek, prowadzące do trwałych uszkodzeń narządów wewnętrznych lub też silne wahnięcia hormonalne u osób nadmiernie otyłych.
- aspekt feministyczny – kult szczupłej sylwetki nakłada na kobiety obowiązek nieustannej pracy nad własnym ciałem, które staje się swojego rodzaju towarem. Od jego jakości zależeć ma przychylność otoczenia oraz potwierdzenie obecności takich cech jak samokontrola, ambicja czy skuteczność w dążeniu do celu. Nie od dziś podkreśla się, że przyczyną np. anoreksji jest presja psychiczna, wywierana przez media. Wiązano ją z potrzebą wyglądania jak modelka. Ale częściej niż modelki ogląda się różne „Pamele“ i „Jennifery“, którym daleko do szkieletów! Po zastanowieniu można dojść do wniosku, że chodzi tu o znane wśród ssaków naczelnych pojęcie „samicy dominującej“, niejako uzupełnienie „samca domimującego“. Chodzi tu o grupę samic, które mają w zamkniętej lokalnej społeczności wyłączność na rozmnażanie. Jest to wbudowany w układ nerwowy system kontroli urodzeń, zapobiegający wyczerpywaniu zapasów żywności w danym środowisku, a jednocześnie gwarantujący proliferację najbardziej pożądanych cech genetycznych. Media powodują odczucie „zmniejszenia świata“, redukcję do „globalnej wioski“ McLuhana. Bombardowane obrazami super-aktorek kobiety wpędzane są tą właśnie drogą w poczucie niższej wartości biologicznej od tych „samic dominujących“, i tu jest widoczne źródło anorektycznej redukcji popędu płciowego i autoagresji.
BO WE MNIE JEST SEKS?
Seksualność człowieka jest oczywiście sprawą w dużym stopniu indywidualną. Można jednak wyodrębnić pewne charakterystyczne style, obrazujące stosunek kobiet do własnej seksualności w zależności od zaburzenia jedzenia, na które cierpią. Są to:
- negacja własnej seksualności – polega na unikaniu sytuacji i wyzwań związanych z seksualnością oraz na tłumieniu potrzeb i doznań seksualnych. Wiąże się z tym negatywny stosunek do wszelkich spraw związanych z tą sferą życia, np.: dojrzewanie, menstruacja, masturbacja, współżycie płciowe. Ma miejsce unikanie rozmów na ten temat, a nawet unikanie konfrontacji z własną płciowością (np. oglądania się nago w lustrze, dotykania miejsc intymnych). Ciało staje się elementem niechcianym, wstydliwym i przeszkadzającym. Do tej kategorii należą głównie anorektyczki.
- niepewność seksualna – przejawia się pozytywną postawą wobec seksualności, przy jednoczesnej: nieśmiałości wobec osób płci przeciwnej, skrępowaniu własną nagością, poczuciu winy w wyniku przyjemności seksualnej, trudności w nawiązaniu dojrzałego emocjonalnie związku partnerskiego. Zasadniczą rolę dla samookreślenia własnej tożsamości seksualnej, odgrywa w tym przypadku osoba partnera. Do kategorii tej należy część anorektyczek oraz kobiet otyłych, które odchudzają się poprzez stosowanie diety i ćwiczeń fizycznych.
- bierność seksualna – dotyczy bardziej emocji związanych z doświadczeniami seksualnymi, niż zachowań. Mogą mieć miejsce liczne kontakty seksualne, ale pozbawione doświadczania przyjemności i zaangażowania emocjonalnego. Stosunek do własnego ciała związany jest z jego aktualnym wyglądem, a preferowana bliskość fizyczna ma charakter przytulania i subtelnych pieszczot, nie zaś współżycia płciowego. Do kategorii tej należą przede wszystkim bulimiczki stosujące rygorystyczną dietę między napadami, rzadziej anorektyczki i kobiety otyłe.
- aktywność seksualna – wiąże się z dużą częstotliwością kontaktów seksualnych i otwartością na eksperymentowanie w tej dziedzinie, ze swobodą w rozmowie na temat seksu, pozytywną oceną własnego wyglądu, towarzyskością. W dużej mierze taka postawa jest jednak nieprawdziwa i stanowi maskę, pod którą skrywa się lęk, poczucie osamotnienia, niechęć seksualna. Do kategorii tej należą głównie bulimiczki intensywnie przeczyszczające się.
WYCHODZENIE Z ZABURZEŃ ODŻYWIANIA
Celem leczenia jest nie tylko przywrócenie lub wyrobienie prawidłowych nawyków żywieniowych, ale przede wszystkim zmiana funkcjonowania psychicznego. Istotą staje się umiejętność rozpoznawania przez pacjenta własnych emocji i potrzeb oraz adekwatne ich zaspokajanie, a także konstruktywne i skuteczne komunikowanie się z innymi ludźmi, wyłączające konieczność komunikowania poprzez niepożądany objaw. Ponieważ zaburzenia jedzenia dotyczą jednak zarówno kwestii psychicznych, jak i somatycznych, wskazana jest terapia kompleksowa, umożliwiająca korzystanie z porad lekarza ogólnego, dietetyka czy trenera sportowego, który zaleci odpowiedni rodzaj aktywności fizycznej. Jedną z najważniejszych kwestii jest poprawa stanu psychicznego poprzez podniesienie poczucia własnej wartości i nabycie bardziej realnego sposobu oceny rzeczywistości.
Najlepsze rezultaty, zwłaszcza wobec pacjentów młodszych, daje praca z całą rodziną. Środowisko rodzinne jest bowiem zasadnicze dla kształtowania się i funkcjonowania tak istotnych dla zaburzeń jedzenia kwestii jak: wyrażanie emocji, otrzymywanie wsparcia, współpraca, samodzielność, kontrola, podejmowanie decyzji. Terapia pacjentów z zaburzeniami jedzenia jest kilkuetapowa i dotyczy takich aspektów jak m.in.: konfrontacja z problemem czyli obrazem i konsekwencjami zaburzenia, podjęcie świadomej decyzji o zmianie dotychczasowych zachowań żywieniowych, uczenie się prawidłowych nawyków żywieniowych i utrzymywania względnie stałej masy ciała, uświadamianie sobie psychologicznego podłoża zaburzenia, nabywanie wiedzy i umiejętności pozwalających na lepsze funkcjonowanie psychiczne i społeczne.
ZA MAŁY ROZMIAR I O JEDEN KAWAŁEK CIASTA ZA DUŻO
Mimo częstej świadomości naszych relacji z jedzeniem, nadal duża liczba osób próbuje zatuszować jego wpływ na nasze ciało. Kobiety często nie przyznają się do rzeczywistego rozmiaru noszonej garderoby, znaiżając go o numer lub nawet dwa, mimo że doskonale pamiętają każdorazową walkę w samotności z niemożnością dopięcia suwaka czy guzika w garsonce lub też ulubionych jeansach z zeszłego sezonu. Tłumaczą wszystkim wokół jak wiele udało im się schudnąć (lub też odmawiają „niezdrowego“ jedzenia, wyjmując przyniesioną z domu porcję gotowanego indyka – tyle że mogącą zaspokoić głód dwóch lub trzech osób). Prawdopodobnie przemilczą jednak swój powrót do większej wagi. Mają w pokoju pełen komplet płyt z ćwiczeniami oraz niemal pół siłowni w domowym zaciszu, jednak nigdy nie starcza im czasu na skorzystanie z nich.
Pierwszym krokiem jest akceptacja stanu faktycznego i świadoma decyzja o chęci zmiany. Wsłuchanie w swój organizm jak w rady najlepszego przyjaciela. Bo on doskonale wie w jaki sposób powrócić do harmonijnego działania i zdrowego, szczupłego wyglądu.
Literatura:
1. Jablow M.: Na bakier z jedzeniem.
2. Abraham S., Llewellyn - Jones D.: Anoreksja, bulimia, otyłość.